panopticum
Strasznie polecamy
Wystawa sztuki nowoczesnej
Dodane przez: mr_donut064, 14.04.2017, 15:00
Panopticum
Do każdego miejsca w naszym życiu prowadzi pewna sekwencja wydarzeń. Zawsze tak było, jest i będzie. Domino nieprzerwanie się toczy, popychane przez, co rusz, nowe elementy, które, świadomie bądź nie, wpływają na nasze życie. Tak też było w przypadku Stuarta, którego przygoda zaczyna się od lektury porannej gazety.

Jednak wydarzenia, o których później przeczytacie, są powodowane nie tylko tym, że nasz bohater postanowił wziąć w swe ręce kawałek zadrukowanego papieru. Przedtem, zanim gazety ruszyły tego dnia do obiegu, musiały zostać wydrukowane. Jednakże, nim to się stało, ktoś musiał dane artykuły napisać, a fragment, który przykuł uwagę naszego bohatera, traktował o wystawie sztuki nowoczesnej pewnego nieznanego niegdyś autora. Zanim jednak takowy artykuł mógł powstać, tenże nieznany autor, znany później pod nazwiskiem Langer, musiał jakieś dzieła stworzyć. Gdyby jednak, jakimś cudem, Langer nie stworzył nic wartego uwagi, wtedy nikt by nie napisał o nim artykułu, który, naturalnie, nie zostałby też wydrukowany. Co za tym idzie, Stuart nie natrafiłby na takowy w gazecie, dzięki czemu historia, którą mam wam zamiar przedstawić, nie miałaby miejsca. Teraz, skoro zdajecie sobie sprawę, co doprowadziło do sytuacji, gdzie Stuart czyta artykuł o owej wystawie, możemy zacząć właściwą historię.

W każdym razie, Stuart, zasadniczo młody mężczyzna, bo w wieku 30 lat, siedział przy kuchennym stole i czytał gazetę. Przed nim stał talerz z porannym, nieco mdłym, tostem, obok jego prawej ręki zaś kubek z czarną kawą. Kubek ten wędrował co jakiś czas do ust bohatera, stając się coraz lżejszym. Mężczyzna, w przerwach w czytaniu artykułu, zerkał też na zewnątrz przez kuchenne okno. Na zewnątrz, jak to na zewnątrz, były drzewa, był wiatr i słońce, czasem też inne formy życia podobne Stuartowi, ale nie zawsze, ponieważ okno kuchenne domu Stuarta wychodziło na jego ogródek, nie zaś na ulicę, gdzie widok ludzi zdarzał się nieco częściej.

W gazecie, którą bohater trzymał w ręce lewej, było bardzo dużo informacji o wielu rzeczach. Większość jednak z tych rzeczy nie interesowała Stuarta, a co za tym idzie, nie interesowały go też informacje o nich. Wodził jednak wzrokiem po czarnych literach, nie dlatego, że czuł tego wewnętrzną potrzebę, ani też dlatego, że lubił. Jego wzrok poruszał się po powierzchni zadrukowanego papieru tylko i wyłącznie z powodu nudy.

Dlaczego jednak zainteresował go artykuł o wystawie sztuki, zapytacie? Otóż Stuart, mimo, że nie posiadał w domu żadnych książek, obrazów, ani płyt muzycznych, interesował się szeroko pojętą sztuką, a szczególnie sztuką nowoczesną! Jakakolwiek wystawa, i to w tym samym mieście, które zamieszkiwał, była dla niego niczym kura znosząca złote jaja. W zasadzie było to tylko jedno złote jajo, kury zaś nigdzie nie było widać.

Kiedy tost, z pewnym trudem, zniknął z talerza, a kubek został opróżniony z kawy, Stuart odszedł od stołu i ruszył do pracy. Oczami wyobraźni widział siebie przechadzającego się pomiędzy wybitnymi dziełami Langera, z uśmiechem na ustach i uczuciem wolności w duszy. Kilka godzin później zobaczył jednak wszystko swoimi prawdziwymi oczami, a to za sprawą tego, że po pracy pojechał na wystawę.

Galeria, w której odbyło się całe wydarzenie, była wielkim sześcianem, w którym ktoś wydrążył wysokie i długie korytarze, przeplatające się pomiędzy sobą. Istny labirynt, powiedziałby pewnie ktoś, kto był kiedyś w prawdziwym labiryncie i mógłby porównać z nim galerię. Na wystawie jednak nie znalazł się nikt taki, więc musicie mi uwierzyć na słowo, że budynek tak w istocie wyglądał.

Teraz jednak przyjdzie mi, jako narratorowi, porzucić ten Vonnegutowski styl i poprowadzić tę historię torami, jakimi poprowadzona być powinna. Nie jest to, jakby się mogło wydawać, historia śmieszna, wesoła, ani w żadnym stopniu pozytywna. Od teraz ja, jako narrator, schowam się w cieniu tej opowieści i będę ją prowadził jako zwykły obserwator, który nie daje o sobie znać. Chociażby z szacunku dla bohatera, którego tragiczny zbieg okoliczności doprowadził do bram galerii sztuki, w której dojdzie do iście dramatycznych wydarzeń.

Stuart przechadzał się pomiędzy alejkami galerii, oglądając znajdujące się tam dzieła sztuki nowoczesnej, robiąc również zdjęcia najlepszych, jego zdaniem, tworów. Był pod wrażeniem, jak człowiek mógł wpaść na tak szalone pomysły rzeźb i obrazów. Co mogło powodować autorem, żeby w jego głowie zrodziły się podobne wizje? Niektóre z nich były przerażające, niektóre obrzydliwe, inne tak abstrakcyjne, że potrzeba było kilku dobrych minut, żeby określić, czym dane coś jest. Całość tworzyła jednak niesamowite i niepowtarzalne wrażenie. Langer w rzeczy samej musiał być człowiekiem wybitnym.

Niestety, Stuart nie zdążył zobaczyć wszystkiego, gdyż zbliżała się godzina zamknięcia galerii. Zawiedziony opuścił budynek cudownej sztuki i powrócił do swojego domu, w planach miał jednak ponowne odwiedzenie placówki. Kiedy przestąpił próg domostwa było już dość późno, nie miał jednak zamiaru kłaść się od razu spać. Przygotował swojego laptopa, podłączył do niego aparat, którym robił zdjęcia, po czym począł je przeglądać, analizując dogłębnie zobaczone wcześniej dzieła. Miał z tego wiele uciechy, do czasu, aż na jednym zdjęciu zauważył coś zaskakującego, a zarazem przerażającego.

Zdjęcie przedstawiało jeden z ciasnych korytarzy galerii, na końcu którego, w ślepym zaułku stała pewna figura. Przedstawiała ona człowieka ubranego w jednoczęściowy, czarny strój, z otworami na dłonie i stopy. W miejscu twarzy znajdowała się okrągła, śnieżnobiała maska, przedstawiająca twarz jakiegoś człowieka. Miała wycięte nieregularne otwory na oczy, nos i usta, po bokach zaś znajdowały się niewielkie uszy w kształcie połówek owalu. Przez otwory widać było tylko czarny materiał, z którego zrobiono kostium człowieka, ułożonego w iście przerażającej i groteskowej pozie. Nogi były proste, ziemi dotykały tylko palce u stóp, reszta ciała zaś była pochylona ku dołowi, utrzymywana na wyciągniętych, patykowatych palcach rąk, których tylko opuszki stykały się z podłogą.

Nie zdziwił jednak Stuarta sam wygląd figury - na wystawie widział wiele podobnych, iście przerażających obrazów, jednak ta rzeźba była inna niż wszystkie. Otóż mężczyzna nie widział jej na żywo. Może to zabrzmieć dziwnie, ale spośród kilkudziesięciu zdjęć, które zrobił, pamiętał wszystkie dzieła sztuki. Wszystkie oprócz tej rzeźby. Niestety, w pamięci aparatu nie znalazł drugiego zdjęcia przedstawiającego ten sam korytarz. Jako iż postanowił odwiedzić galerię następnego dnia, miał zamiar odkryć, co też sprawiło, że nie zauważył figury, której zrobił zdjęcie.

***

Wzeszło słońce, Stuart ruszył do pracy, a kiedy skończył, powrócił na wystawę. Jednak podczas poszukiwań właściwego korytarza, zdał sobie sprawę, że nigdzie nie ma figury, której szukał. Kiedy każda kolejna alejka okazała się niewłaściwą, postanowił przywołać zdjęcie i porównać je z otoczeniem. Po kilku próbach znalazł miejsce z fotografii, ale... Wciąż niczego tam nie było. Upewnił się, porównał ze sobą okoliczne prace, ale wciąż nie było tam figury człowieka w czarnym stroju. Czas jednak naglił, a dzieł do zobaczenia mnóstwo, więc Stuart olał dziwną sytuację i ruszył do nowych części galerii. Ktoś pewnie stroił sobie z niego żarty.

Kolejny wieczór w galerii dobiegł końca. Stuart znów musiał się oderwać od wybitnie dobrych tworów Langera i wrócić do domu, gdzie, ponownie rozpoczął przeglądanie zdjęć. Miała miejsce ta sama sytuacja, z którą mężczyzna spotkał się poprzedniego dnia. Na jednej z fotografii przedstawiającej korytarz, kompletnie inny niż poprzednio, zobaczył figurę człowieka w kostiumie.

Stuart miał z mózgu papkę. Nie rozumiał, w jaki sposób figura zmieniła położenie i, ponownie, nie zobaczył jej podczas robienia zdjęcia. Do końca wystawy zostały trzy doby, więc następnego dnia po pracy mężczyzna postanowił sprawdzać każde zrobione zdjęcie. Miał zamiar dowiedzieć się, co jest nie tak z tą figurą.

***

Przyszedł następny ranek, po nim następne południe i następny wieczór. Stuart powoli zbliżał się do końca wystawy, miał jednak cel, który zatrzymywał go od obejrzenia reszty prac. Poszukiwanie dziwnej figury trwało i trwało, z każdym kolejnym pustym zdjęciem tracił jednak nadzieję.

Historia ta nie jest opowiadana bez powodu, jasnym więc jest, że w końcu znalazło się zdjęcie przedstawiające człowieka w kostiumie. Stuart uniósł głowę znad aparatu i spojrzał na korytarz. Pusto. Ponownie sprawdził zdjęcie i upewnił się, że jest na nim widoczna figura. Zrobił kolejne i znów, rzeźba była na nim widoczna. Korytarz jednak cały czas pozostawał pusty. Porównał zdjęcia i zdał sobie sprawę, że człowiek przesunął się o kilka centymetrów. Zimny dreszcz przeszedł mu po plecach, więc odsunął się kilka kroków i włączył nagrywanie. Po niecałej minucie odtworzył film i zamarł z przerażenia.

Figura, bardzo powoli poruszała się, podnosząc i wyginając swoje kończyny. Były one oczywiście ludzkie, ale mimo to zawierały w sobie jakiś obcy pierwiastek. Palce rąk były cały czas wyprostowane do granic możliwości, ciało zaś ułożone pod kątem ostrym. Istota poruszała się bardzo lekko, jak gdyby jej ciało nic nie ważyło. Przerażony Stuart zrobił ostatnie zdjęcie, a kiedy dostrzegł na nim to "coś" tuż przed obiektywem, wybiegł z galerii.

***

Znowu znalazł się w punkcie, kiedy siedzi w kuchni przy porannej kawie i czyta gazetę. Nie była to jednak ta sama gazeta, po którą sięgnął trzy dni wcześniej. Oba wydania miały jednak ze sobą coś wspólnego - zawierały informację o wystawie dzieł Langera. Tym razem artykuł traktował o ostatnim dniu wystawy, kiedy to sam autor przyjdzie na spotkanie z ludźmi, których zaintrygowały jego prace. Stuart zobaczył w tym szansę na dowiedzenie się czegoś więcej o tajemniczym człowieku w kostiumie.

Czas mijał, aż w końcu nadszedł dzień spotkania. Stuart przechadzał się wtedy alejkami galerii oglądając po raz ostatni niesamowite dzieła, kiedy światło zgasło. Z głośników umieszczonych przy suficie zagrała muzyka, a po chwili odezwał się głęboki, męski głos, proszący o poruszanie się wzdłuż zielonych, fluorescencyjnych strzałek umieszczonych na podłodze. W rzeczy samej, po chwili Stuart ujrzał pod swoimi stopami podłużne, zielone linie prowadzące w głąb galerii.

Muzyka dalej grała, kiedy dotarł do miejsca, gdzie zbiegały się wszystkie strzałki. Zobaczył kilkoro ludzi, którzy także tutaj przywędrowali, prowadzeni instrukcjami mężczyzny z głośnika. Stali przy szerokiej i wysokiej ścianie, rozglądając się wokół w poszukiwaniu artysty, z którym miało się odbyć spotkanie. Kilka minut później duża część ściany zapadła się do wewnątrz, ukazując przejście do dużej hali.

Wszyscy byli zdziwieni, że w galerii znajduje się takie pomieszczenie, jednak ciekawość wzięła górę i po chwili wszyscy weszli do środka. Ściana zamknęła się i stali tak, w ciemności, czekając na to, co się dalej wydarzy. Zasłonili oczy, kiedy jaskrawy błysk oświetlił pokój. Na środku pomieszczenia znajdowało się duże podium, na którego szczycie stał Langer we flanelowej koszuli. Pomiędzy tłumem a nim ustawione było kilka aparatów, skierowanych w stronę artysty.

- Witajcie - powiedział. - Pewnie macie mnóstwo pytań, ale muszę was zawieść, gdyż nie będzie na nie czasu. Doświadczycie jednak czegoś wyjątkowego, czego, założę się, nigdy wcześniej nie widzieliście. Najpierw jednak, zanim zaprezentuję to, co mam do zaprezentowania, chciałbym powiedzieć wam kilka słów o mojej inspiracji, muzie, wenie... Otóż cała wystawa, wszelkie rzeźby i obrazy w niej zawarte nie pochodzą wyłącznie ode mnie. Odpowiada za nie nie tylko moja wyobraźnia, ale także coś innego! Coś wyjątkowego! Coś, co zwę swoją muzą. Jest to błogosławieństwo i przekleństwo w tej samej postaci. To cichy szept, który opowiada mi historie podczas snu. To głos, który przedstawia mi przerażające obrazy, jakich był świadkiem. Moja muza nie daje mi odpoczywać, ale daje mi tworzyć. Dzieła, które widzieliście na korytarzach galerii są wynikiem tych cichych szeptów w środku nocy.

Publiczność zaczęła klaskać.

- Teraz jednak! - wykrzykiwał Langer przez oklaski. - Będziecie świadkami mojego ostatniego dzieła! Maestro! - z głośników zaczął grać walc.

Artysta wykonał dziwny ruch w okolicach szyi. Wysunął swoją prawą nogę poza granice podium, po czym przeniósł na nią swój ciężar ciała. Publiczność wstrzymała oddech, po czym wszyscy krzyknęli z przerażenia, kiedy Langer zawisł parę stóp nad ziemią. Dźwięk pstrykających aparatów połączył się z dźwiękami muzyki, a samozwańczy artysta kiwał się, to w jedną, to w drugą stronę, przymocowany do sufitu za pomocą mocnego sznura zawieszonego na szyi. Panika była wszechobecna.

Czas minął, drzwi się otworzyły, ludzie się uspokoili, galeria opustoszała, aparaty przestały pstrykać, a muzyka przestała grać. Tylko artysta wciąż kiwał się, to w jedną, to w drugą stronę. Wierzcie mi lub nie, ale kiedy go w końcu ściągnięto, odłączono aparaty i połączono ze sobą zdjęcia, tworząc z nich krótki film, nie wszystko wyglądało tak, jak się tego spodziewano.

Przez cały monolog Langera, w tle można było dostrzec coś na wzór człowieka w białej masce i czarnym stroju. Poruszał się on jednak kompletnie inaczej, niż zwyczajny człowiek. Kiedy artysta zawisł na sznurze, który wcześniej skrzętnie zamaskował przed oczami publiki, istota poczęła miotać się na wszystkie strony. Padała na ziemię, to znów wstawała, wyginała się w nienaturalne kształty, sięgała palcami do otworów oczu, próbując rozerwać maskę skrywającą jej twarz. W jednej chwili nawet wdrapała się kilka metrów na ścianę, uderzając w nią cyklicznie głową, po czym widowiskowo spadła na ziemię, wciąż miotając się w spazmach. Kiedy w końcu padła bez życia, jej ciało zaczęło powoli znikać, aż w końcu rozpłynęło się, nie pozostawiając po sobie nic, co poświadczyło by o jej istnieniu.

A ciało artysty wciąż się kiwało i kiwało. To w jedną, to w drugą stronę.

Na jego ustach gościł błogi uśmiech.




_________________________________________________________________
Jeżeli jesteś zainteresowany moją dalszą twórczością, bądź chcesz być na bieżąco ze wszystkimi nowymi materiałami odwiedź mój Fanpage:
https://www.facebook.com/mrdonut064?fref=ts
______________________________________________________________ Panopticum
Pytania? Sugestie? Komentarze do pracy autora?
Zobacz też:
Dziwnie było siedzieć przy piwie, kiedy dopiero co pochowano koleżankę z klasy. Ani ja, ani Martyna, ani Wojtek nie mieliśmy jednak ochoty uczestniczyć w stypie, na którą zleciała się chyba cała szkoła. To byłoby nietaktem, ponieważ żadne z nas nie lubiło Ewy. Nie, nie znęcaliśmy się nad nią, broń Boże,...
Czytaj dalej
Strona Straszne-Historie.pl do poprawnego działania wykorzystuje pliki typu Cookies. Korzystając ze strony wyrażasz na to zgodę.
Jeśli lubisz takie rzeczy jak: horror, creepypasta, książki, filmy, gry komputerowe, opowiadania z gatunku horrory to Straszne-Historie.pl to strona dla Ciebie. Nasze opowiadania potrafią wciągnąć i przestraszyć lepiej niż filmy horror oraz książki grozy.