panopticum
Strasznie polecamy
Przepraszam, którędy do wyjścia?
Dodane przez: kier, 23.12.2015, 20:31
Panopticum
- Mamo! - zawołała Cassie, a jej głos rozniósł się echem po Przestrzeni. Dziewczynka była tu całkiem sama i powoli zbierało jej się na płacz; dotąd jednak dzielnie się trzymała, wiedząc, że Tutaj jest bezpiecznie. Jak przez mgłę pamiętała, że mama jej o tym mówiła, kiedy w tle słychać było odgłosy uderzeń.
Właśnie, mama. Przecież weszły tu razem..? Dziewczynkę otaczała biała przestrzeń i nie bardzo wiedziała, jak może ją znaleźć, a bardzo tego pragnęła. Może i było bezpiecznie, ale w to, iż w naszej szafie nie kryją się potwory, jakoś łatwiej wierzy się w towarzystwie – podobnie czuła się Cassie.
Usiadła na ziemi, starając się trochę uspokoić, a przy okazji odpocząć. Drobną, dziecięcą rączką przejechała po podłożu.
- Kafelki – mruknęła, zaskoczona. - Białe kafelki.
Jako że nie bardzo wiedziała, co z tego wynika, w końcu się rozpłakała, zwijając w kłębek. „Mama pewnie by to rozumiała”, pomyślała, wtulając głowę w rękawy za dużego, czerwonego swetra. To był mimo wszystko świetny sweter, dostała go na urodziny, no i przyjemnie pachniał – to ją trochę uspokoiło, w każdym razie na tyle, by znowu wstać.
Tym razem jednak w oddali coś dostrzegła, coś, czego tam wcześniej nie było. Połyskiwało... Dziewczynka ruszyła w tamtą stronę i po chwili „coś” okazało się wodą, znajdującą się we wgłębieniu w kafelkach. Mnóstwem wody.
- Mamo!!! - krzyknęła ze złością.
Lecz nagle, ku jej zdumieniu, znad drugiego brzegu „jeziora” dobiegł ją głos matki.
- Wiem, jak możemy się stąd wyrwać, kochanie. Mamusia zdobyła małą pomoc, nie pytaj jak. W końcu nie możemy tu siedzieć wiecznie, a w ten sposób ten kretyn się wystraszy i wezwie kogoś. Chociażby po to, by móc jeszcze kiedyś się odlać. - dodała mama z sarkazmem i przerwała. Mówiła bardzo cicho, lecz Cassie mimo to słyszała ją z drugiego końca zbiornika. - Wybacz.
Dziewczynka nie była pewna, co właściwie ma wybaczyć, lecz słowa wypowiadane przez mamę z czymś jej się kojarzyły.
- Jak mam się tam dostać? - krzyknęła. - Do ciebie?
- To nie będzie bolało - odkrzyknęła matka.
- Jak to? - Zawołała Cassie, nieco wystraszona. Wtedy właśnie do brzegu podpłynęła łódka, której również wcześniej wcale nie było, jakby dziewczynka znalazła się w bajce animowanej, w której postacie potrafią po prostu wyjąć z kieszeni trąbkę czy wielki młotek. Ponadto, stateczek zdawał się być zrobiony z papieru, na którym dawało się dostrzec jakieś literki.
Dziewczynka ostrożnie nacisnęła go stopą. Kiedy nie nasiąkł i nie zatonął, niepewnie wkroczyła na pokład.
- Mamo, płynę! - wykrzyknęła, ponieważ łódeczka samoczynnie ruszyła do przodu.
- Nie rycz. - odpowiedział jej ostry, wystraszony głos matki, a dziewczynka uznała to za jawną niesprawiedliwość – w końcu, odkąd się tu znalazła, płakała tylko raz..!
- Ciągle płaczesz.- usłyszała nagle drwiący głos.
- Nie, nieprawda! - oburzyła się i zaraz potem rozejrzała. Wtem zza żagla wychynęła głowa, zaopatrzona w parę szklanych oczu.
- A kuku! - wykrzyknęła i roześmiała się...lalka. Słodka, jasnowłosa zabawka o niezmiennym, pustym uśmiechu zdawała się patrzeć na Cassie z rozbawieniem.
- Ja cię znam! - wykrzyknęła dziewczynka. - Bawiłam się z tobą, a w sumie to tobą, kiedy...
Zmarszczyła brwi. Jeszcze przed sekundą wiedziała, co chce powiedzieć, ale nagle jej umknęło, pozostawiając nieokreślone wrażenie utknięcia w ciasnej przestrzeni.
- Nie pamiętasz – zauważyła lalka z dziwną złośliwością. - Wolałaś się bawić łódkami, co? Nie boisz się trochę..?
Zabawka zaczęła kołysać łódką, z identycznym uśmiechem na twarzy.
- Hej!- wystraszyła się Cassie – Przestań, przewrócisz nas! Jesteś przecież moją ulubioną lalką, nie rozumiesz, że...
- To ty nie rozumiesz - przerwała blondynka. - Nie jestem żadną twoją lalką, a istota, do której płyniemy, na pewno nie jest twoją matką.
Zabawka wybuchnęła śmiechem.
- O, zoobacz – odezwała się, rozciągając głoskę „o” w parodii troskliwego rodzica. - Dopływamy, cieszysz się..?
- Przestań! - pisnęła Cassie, lecz lalka uśmiechała się niezmiennie. Łódka zaczęła zbliżać się do przeciwległego brzegu coraz szybciej, aż wreszcie dało się dostrzec postać bardzo przypominającą mamę dziewczynki, stojącą przy brzegu.
- Nie chcę! - Krzyknęła mała, lecz łódka tylko przyspieszyła, a laleczka ponownie wybuchnęła śmiechem.
Stateczek przyspieszał i przyspieszał, aż wreszcie gwałtownie uderzył o biały brzeg, wyrzucając Cassie na ląd.
- Ał! - pisnęła, myśląc przelotnie z rozżaleniem, że Tutaj miało być przecież bezpiecznie.
- Kochanie! - usłyszała zatroskany, matczyny głos, a po plecach przeszedł jej dreszcz. Nachyliła się nad nią kobieta w kolorowym swetrze i dżinsach, o miłym uśmiechu oraz nieco niezdarnym makijażu. Wyglądała dokładnie jak Mama.
- W porządku? - zapytała ta osoba, a Cassie zerknęła za siebie, w stronę łódki, ciekawa, co z lalką. Nigdzie jej nie dostrzegła, choć nie była pewna, czy za papierowym żaglem nie poruszył się jakiś kształt. Zwróciła natomiast uwagę na napis na nim.
- Mamo, co to za miejsce? - odezwała się. - I czemu na mojej łódce pisze „Paragon...fi...”
- Fiskalny – dokończyła matka. - Skąd mam wiedzieć. Cholernie dużo czasu ci to zajęło. Musimy iść, bo on nas dorwie.
Wydawała się nerwowa. Złapała Cassie mocno za rękę i pociągnęła za sobą.
- Ałłł! - zaprotestowała zdumiona dziewczynka. - Mamo, ty przeklinasz!
- Bo jestem zła! - wrzasnęła kobieta niespodziewanie, opluwając ją – ruszże się!!!
Cassie wydawało się, że słyszy za sobą cichutki, lalczyny chichot.
- A kiedy on nas dorwie, nie będzie fajnie! - ryknęła matka, szarpiąc córeczkę. - Biegnij, tępy dzieciaku, biegnij, albo dla odmiany będzie naprawdę konkretnie bolało!
- Ale kto nas dopadnie? - pisnęła dziewczynka. Widok rozmazywały jej łzy.
Matka spojrzała na nią z szaleństwem w oczach. Z podbródka zwisała jej niteczka śliny.
- Potwór zza drzwi – szepnęła. Wtedy dało się słyszeć jakby znajome odgłosy uderzeń.
- Biegnij!!! - ryknęła mama i obie ruszyły przed siebie, w biel. Odgłosy uderzeń mimo to się zbliżały, one zaś zdawały się w ogóle nie przemieszczać.
- Dorwie nas! - krzyknęła Cassie panicznie. Zaczynała tracić oddech, widok rozmazywał jej się coraz mocniej...aż upadła, przy wtórze wrzasku matki.

- W porządku? - obudził ją dźwięk nieznajomego, męskiego głosu. Otworzyła oczy.
Nadal znajdowała się w białej przestrzeni, lecz w pobliżu nie było matki, lalki ani potwora. Obok siedział jedynie potężnie zbudowany, ciemnoskóry mężczyzna w kombinezonie mechanika.
- A ty to kto?- zapytała niepewnie. Wirowało jej w głowie i miała wrażenie, że minęła niecała sekunda od ich morderczego biegu.
- Och, nikt szczególny. - odparł skromnie mężczyzna, obserwując swoje pokryte smarem dłonie. Cassie dostrzegła, że na ramieniu ma wytatuowane małe koło zębate. - Ja tu tylko doglądam, czy wszystko ok, i chyba coś nie poszło.
Uśmiechnął się przepraszająco.
- Ale to nie do końca moja wina. - dodał. - To, co się działo, musiało być dość trudnym przeżyciem, stąd to wszystko. Nie tak łatwo zrobić porządek.
- Ale czego właściwie doglądasz? - spytała dziewczynka, marszcząc brwi. Niewiele z tego rozumiała.
- No...- zawahał się, zakłopotany. - Twojej głowy. Sama wiesz, że jesteśmy w trudnej sytuacji.
- Jesteś kimś w rodzaju anioła stróża? - Cassie przypomniała sobie lekcję religii i tylko z tym potrafiła skojarzyć rolę tego pana.
Mechanik zaśmiał się.
- Sam bym tak siebie nie określił, ale powiedzmy.
- A czemu jesteśmy w trudnej sytuacji?
Mężczyzna zawahał się. Wydawał się dość nieśmiały. Dziewczynce przypominał nieco postać z filmu, który kiedyś oglądali jej rodzice – nie pozwolili jej sobie towarzyszyć, lecz fragment widziała. Pamiętała więzienie i podobnego jemu człowieka, który chyba był Dobry. To dodało jej otuchy.
- Niedawno bardzo się bałaś. - rzekł wreszcie. - Stresowałaś. I... twoja mama znalazła rozwiązanie. Hm. Nie potrafię dobrać słów. - uśmiechnął się z zakłopotaniem. - Musiałyście zamknąć się w łazience, bo twój tata chciał was skrzywdzić. Bawiłaś się lalką i robiłaś stateczki z paragonów z kieszeni mamy, kiedy ojciec się pieklił. Matka oczekiwała, że mu przejdzie, ale tak wcale nie było i „sprawiła” wreszcie, że usnęłyście, obie.
- Dlaczego tego nie pamiętam? - zdziwiła się Cassie.
- Ależ pamiętasz - zaprzeczył mechanik. - Stąd to, co się tu działo. Kiedy się przebudzisz, nie będziesz mogła przypomnieć sobie wydarzeń w czasie śpiączki, jak wszyscy. Tyle że to nie do końca sen.
- Poplątane – podsumowała.
- Tak, lepiej bym tego nie streścił. - potaknął. - Teraz już czas, bym cię obudził.
- Dlaczego?
- Nie wiem. - wzruszył ramionami. - Po prostu właściwa pora. Może ojciec się wystraszył i zabrano was do szpitala.
Mechanik wstał i ruszył dokądś.
- Hej, czekaj! - wykrzyknęła dziewczynka, ale on po chwili zniknął w bieli.

Cassie wyczuła palcami materiał. Pachniało świeżością, a na ręce czuła coś... dziwnego.
Szpital. Muszę przestać bawić się moją lalką.
Tak brzmiała jej pierwsza myśl, chociaż nie umiałaby jej nikomu wyjaśnić. Panopticum
Pytania? Sugestie? Komentarze do pracy autora?
Zobacz też:
Nazywam się Billy i mam 13 lat. Bardzo lubię przebierać się za różne osoby, dlatego też Halloween było dotychczas moim ulubionym świętem. Zawsze w ten dzień nosiłem kostiumy przedstawiające różnej maści potwory, ponieważ nie lubiłem udawać superbohaterów i postaci z bajek.

Organizacja Halloween zwykle wyglądała u mnie tak, że wychodziłem...
Czytaj dalej
Strona Straszne-Historie.pl do poprawnego działania wykorzystuje pliki typu Cookies. Korzystając ze strony wyrażasz na to zgodę.
Jeśli lubisz takie rzeczy jak: horror, creepypasta, książki, filmy, gry komputerowe, opowiadania z gatunku horrory to Straszne-Historie.pl to strona dla Ciebie. Nasze opowiadania potrafią wciągnąć i przestraszyć lepiej niż filmy horror oraz książki grozy.