Strasznie polecamy
Księżniczka
Dodane przez: kier, 28.02.2017, 13:41
Matka Anny kochała zabawki.
Miała 43 lata, lecz przecież lalki ani misie jej tego nie wypominały. Co najwyżej czasem znajomi, lecz kto by się nimi przejmował, skoro było ich nieporównanie mniej...? Zarówno owa kobieta, jak i jej mąż, stale powiększali kolekcję. W ten sposób ich dość duży dom zajmowało mnóstwo porozstawianych w różnych miejscach laleczek o szklanych oczach, różnokolorowych misiów, miniaturowych domków, pałacyków oraz porcelanowych figurek. Przypominało to mało popularne muzeum, stanowiące główną atrakcję w jakimś miasteczku na odludziu, bądź też miejsce akcji przerysowanego, dość kiczowatego filmu. Czegokolwiek się w tym domu nie robiło, liczni nieożywieni mieszkańcy zawsze mieli na to oko. Miś pilnował robienia herbaty, duża, szmaciana lalka towarzyszyła podczas obiadu.
Matka Anny czasem z nimi rozmawiała.
Nie uważała się za wariatkę. W końcu ludzie często mówią na przykład do zwierząt, które i tak niewiele rozumieją, a ona naprawdę kochała swoją kolekcję – bardziej od męża, a słowa te można interpretować na dwa sposoby.
Ponadto matka Anny była matką Anny.
Sama Anna miała cztery lata i była jedną z lepszych zabawek. Jej funkcje były nieograniczone. Mogła mówić oraz chodzić i wciąż uczyła się robić to coraz lepiej. Miała miękką, ciepłą skórę i jasne, gładkie loczki. W sklepach łatwo było dostać ubrania dla stworzenia o jej wymiarach. Matka uwielbiała ją przebierać, czesać, malować, karmić. Kupować jej najlepsze i najdroższe rzeczy. Jedyne, czego nie wolno było dziecku, to dotykać zabawek oraz sprzeciwiać się swojej rodzicielce.
Gdy mała zostawała sama, siadała wśród rozmaitych figurek, łudząco podobna do jednej z nich i czekała, aż ktoś przyjdzie i powie jej, co ma robić.
W wieku lat dwudziestu Anna prawie nigdy nie wychodziła sama z domu. Zaplanowane było jej odżywianie, jej garderoba, jej plan dnia. Ze słodkiej dziewczynki stała się uroczą kobietą, choć może bardziej: uroczą zabawką. W pewnym sensie była idealna i miała tego świadomość.
Również Aleksander podzielał ten pogląd.
Był znajomym rodziny i dość bogatym mężczyzną, który lubił nosić w kieszeni odprasowaną chusteczkę. Pachniał delikatnie wodą kolońską. Z wykształcenia był politologiem. Gardłowo wymawiał „r”. Gdy mówił, składał dłonie w kształt wieży. Miał 27 lat.
Wiadomo było, że rodzice nie będą żyć wiecznie. Zainteresowanie Aleksandra zaś nie słabło z czasem, jego pozycja społeczna również pozostawała odpowiednia. Matka Anny, niechętnie bo niechętnie, ale w końcu oddała mężczyźnie ukochaną lalkę. To znaczy - córkę.
Gdyby do tej sytuacji dołożyć obiektywnego obserwatora, zapewne miałby w tym momencie do powiedzenia coś w rodzaju: „Który normalny człowiek zainteresowałby się kobietą – lalką?”. I byłoby to całkiem niezłe pytanie.
Anna była z pozoru słodka i czarująca. Wprawdzie bardzo niewiele mówiła, ale to również miało swoje plusy. Potrafiła się pięknie uśmiechnąć i ładnie wyjść na zdjęciu, co w zasadzie streszczało całe wrażenie, jakie sprawiała. Nigdy nie wydawała się zła czy nieszczęśliwa, co najwyżej czasami samotnie siadała w ciszy i wyglądało, jakby o niczym nie myślała. Ślub, jaki się odbył, był niczym wyjęty z bajki – co też zaplanowała sobie matka Anny. Opisać go można najlepiej ciągiem wyrazów. Kwiaty. Fotografie. Taniec. Bogactwo. Plan. Porcelana. Lukier. Szklany pojemnik. Ciasto. Ukrycie. Skrzypce. Brzęk. Pęknięcie.
W końcu nie o wszystkim można rozmawiać. Tym bardziej, że zabawki nie mówią.
Tak czy inaczej, piękna Anna wprowadziła się do męża. Krucha i drobna, w nowym miejscu trzymała się jego ręki i przez cały czas rozglądała na boki.
- I co? - zapytał jej. Bywała wcześniej w jego mieszkaniu, ale tylko z matką. Dopiero dziś została oficjalnie przekazana.
Zareagowała gwałtownym uśmiechem, który zbyt mocno i nienaturalnie wygiął jej wargi. Po czym popatrzyła na męża. Aleksander pogłaskał ją po chwili wahania, świadom, że jest spłoszona i zdezorientowana. Poprowadził ją do krzesła i usadowił przy kuchennym stole. Kobieta została tam, nadal z dziwacznym uśmiechem na twarzy.
Mężczyzna wyszedł, by zająć się rozpakowywaniem i układaniem jej rzeczy w sypialni. Odprężało go to, jaka była cicha i posłuszna, poza tym od zawsze uwielbiał piękne kobiety. A Anna budziła w nim wyjątkowo pozytywne wrażenia estetyczne, ze swoją idealną, wydelikaconą urodą, która tak dokładnie trafiała w jego gust. Był gotów się nią zaopiekować.
Nagle krzesło w kuchni odsunęło się gwałtownie. Na korytarzu rozbrzmiały ciężkie kroki, nie pasujące do zwykłego stylu chodzenia kobiety. Aleksander odwrócił się.
Anna stanęła w drzwiach w sztywnej, nienaturalnej pozie. Oczy miała szeroko otwarte.
- Co teraz? - zapytała.
- Nic teraz, skarbie. – odrzekł. - Teraz tu mieszkasz.
- Nie masz zabawek. - powiedziała. - Nie mam przyjaciół. - zaśmiała się dziewczęco. On jej zawtórował, zdezorientowany.
- Usiądź gdzieś sobie i nie przeszkadzaj, dobrze? - powiedział, nieprzekonany, jak ma zareagować.
Następnego ranka, gdy do ich pięknej sypialni wpadły pierwsze promienie słońca, Aleksander obudził się i zobaczył swoją małżonkę siedzącą na krawędzi łóżka i wpatrującą się bez wyrazu w ścianę.
- Co robisz? - mruknął sennie.
- Ubierz mnie. - powiedziała i mężczyzna doznał pewnego dziwnego wrażenia. Sczuplutka, blada kobieta w kremowej koszuli nocnej. Siedząca na białej, miękkiej pościeli, oświetlanej promieniami słońca. Wokół ozdobne, połyskujące drewniane meble, obrazki na ścianach, przedstawiające estetyczną martwą naturę. Na podłodze owalny dywanik. Ten idealny zarys jej jasnej łydki. I jeszcze fraza, jaką ona wypowiedziała. Wszystko to nasuwało skojarzenia z domkiem dla lalek.
„Ubierz mnie”. Zupełnie jak „nakarm mnie”, „przytul mnie”, „dziękuję, kocham cię” czy cokolwiek, co mówiły te droższe modele zabawek.
- Ubrać...? - powtórzył.
Milczała.
- Ubierz mnie. - powtórzyła znienacka.
Podniósł się i zaczął ją ubierać, nie mogąc pozbyć się dziwnego wrażenia surrealizmu sytuacji. Ona siedziała na tyle luźno, by nie utrudniać, i na tyle sztywno, by utrzymywać się w odpowiedniej pozycji. Kiedy skończył, usiadła przed lustrem.
- Pomalować też cię powinienem? - sam nie wiedział, czy żartuje, czy mówi poważnie. Cała ta sytuacja właściwie kwalifikowała się do zgłoszenia w odpowiednie miejsce z uwagi na dokonane przez rodziców „szkody psychiczne”. Lecz zupełnie nie to mu było w głowie. Zdobył swoją piękną laleczkę i zamierzał się nią nacieszyć.
- Umiem się malować. - zaskoczyła go. Umie się malować, a ubierać już nie...? - Lubiłam, jak zabawki ze mną rozmawiały.
„Brzmi jak mała dziewczynka”, przemknęło mu przez myśl.
- Rozmawiały?
- Mhm. - uśmiechnęła się, lecz już nie w ten przerażający sposób.
- Wiesz, że ja pracuję? - zapytał.
Zrobiła przerażoną minkę.
- Wiem. Ale nie mogę być sama. - powiedziała i zamrugała, jakby miała się rozpłakać.
- Będzie ci tu dobrze. - obiecał.
I zamierzał spełnić obietnicę. Po pierwsze, zajął się szykowaniem swojej księżniczce właściwego pokoju. Poustawiał w nim zabawki, lustra, akcesoria przeznaczone zazwyczaj dla małych dzieci. Wszystko utrzymane było w odcieniach bieli, różu i złota.
Przed wyjściem do pracy na wszelki wypadek zostawiał jej w środku pasujące do diety jedzenie, po czym zamykał pomieszczenie na klucz – na wypadek, gdyby w mieszkaniu zadziało się coś, co mogłoby ją zaniepokoić, poza tym w ten sposób irracjonalnie czuł się bezpieczniej. Gdy wracał, miał wreszcie czas, by się nią nacieszyć – brał ją na kolana, głaskał, dotykał, przebierał w różnorodne ubrania, kazał jej śpiewać, masować i tańczyć dla siebie.
Czasami jednak zaczynała go nudzić. W takich chwilach zamykał ją znów w jej komnacie i kazał nie wydawać dźwięków, sam zaś zajmował się różnymi innymi sprawami.
Traf chciał, że w pewnym momencie takie chwile zaczynały się trafiać coraz częściej. W życiu Aleksandra swoje miejsce miały również inne kobiety – kobiety, które (choć nie były gadułami) potrafiły porozmawiać, kobiety, które nie bywały dziwaczkami, kobiety, które również były piękne.
Anna zdawała się to przeczuwać. Coraz częściej siedziała w różnych miejscach mieszkania (najczęściej w „komnacie”) i wpatrywała się bez wyrazu w przestrzeń. Gdy podchodził bądź jej dotykał, często reagowała gwałtownym odwróceniem głowy i agresywnym uśmiechem. Zaczęła gorzej spać i wiercić się przez sen, coraz częściej mamrotała coś w stronę pluszaków w jej pokoju. Zaczęła przenosić przedmioty z miejsca na miejsce bez wyraźnego powodu, a gdy wracał z pracy, zdarzało się, że długo nie mógł jej znaleźć, by po chwili natrafić na nią skuloną w szafie czy wannie.
Aż pewnego razu w nocy obudziło go gwałtowne potrząsanie.
Zdezorientowany, przez chwilę nie mógł się połapać, co się dzieje, aż wreszcie chwycił chude, dziewczęce nadgarstki.
- Anno! - powiedział stanowczo. Skąd ona miała tyle siły...?
Kobieta wpatrywała się w niego, klęcząc w ciemnościach na łóżku i wytrzeszczając oczy.
- Anno, co ty wyprawiasz?
W odpowiedzi wskazała palcem na coś, co znajdowało się na podłodze w sypialni.
Zamrugał, dostrzegając jedynie niewyraźny kształt. Sięgnął do stojącej obok łóżka szafki nocnej, na której stała lampka. Zapalił ją.
- Anno! - powtórzył ze zgrozą.
Na podłodze leżała jedna z laleczek, rozebrana, z wyłamanymi nóżkami i rączkami. Najdziwniejsze było jednak to, że na dywanie oraz na plastikowym ciałku lalki znajdowały się ślady krwi.
- Co to jest? - zapytał. W głowie tłukła mu się myśl „Dlaczego to zrobiła? Skąd się wzięła krew?” oraz, nieco głębiej ukryta i o wiele bardziej niechciana „Czy skoro to zrobiła, a uważa zabawki za przyjaciół, to jest zdolna do morderstwa?”
Nagle Anna wybuchnęła płaczem
Złapał ją za ręce i dostrzegł na nich ślady głębokich skaleczeń.
- Nie rozumiem cię – wymamrotał, spłoszony. Czuł, że musi coś z tym zrobić.

* * *

Nina była piękną, miłą, spokojną dziewczyną, która w razie potrzeby potrafiła wyrazić własne zdanie. Aleksander pracował razem z nią. Tamtego dnia miała na sobie śliczną granatową sukienkę i tak się jakoś złożyło, że tego samego wieczoru wylądowali w łóżku.
- Ale ty przecież masz żonę! - powtarzała mu, kiedy już było po wszystkim, wyraźnie niezadowolona zarówno z siebie, jak i z niego.
Mężczyzna poczuł, że z tym właśnie faktem należy coś zrobić.

* * *

Gdy wrócił do domu, zastał Annę siedzącą na środku swojej komnaty - celi i otoczoną poniszczonymi zabawkami. Nie było na nich krwi – miały jedynie poodrywane kończyny, powyrywane włosy, głowy oddzielone od reszty. Anna siedziała bez ruchu, wpatrując się na wprost z tą upiorną, nieobecną miną.
- Co ty wyprawiasz? - wykrzyknął Aleksander, zaskoczony i wściekły. Miał jej dość. Przerażała go, a teraz jeszcze ośmieliła się zniszczyć coś, na co on wydał pieniądze! Nie zareagowała.
- Chcesz, żebym to wszystko powyrzucał, tak? - wrzasnął i ruszył w jej kierunku. Nadal się nie ruszała, zupełnie, jakby naprawdę była lalką. - Chcesz? Bo to się robi z zabawkami!
Podniósł ją z ziemi. Była taka leciutka!
- Wyrzuca! Kiedy się ich nie chce!
Potrząsnął nią.
- Powiedz coś! - ryknął.
Milczała. Znów ogarnęło go wrażenie oddzielenia od rzeczywistości, zamknięcia w domku dla lalek, brania udziału w abstrakcyjnym spektaklu.
- Zabawki się wyrzuca, gdy są zepsute! - wykrzyknął i uderzył jej głową o ścianę.
Zrobił to tak gwałtownie, niespodziewanie nawet dla siebie, że kobieta nie zdążyła podjąć próby obrony. Przerażony tym, co uczynił, krzyknął, a przed oczami stanął mu obraz pękającej stopniowo porcelany, skóry łuszczącej się z jej twarzy niczym farba, jej ust, rozciągających się w uśmiechu.
Pod wpływem szoku jeszcze raz uderzył jej głową. I jeszcze raz, i kolejny, ale nadal nie miał pewności, że jest całkowicie, doskonale zepsuta. Spróbował odłamać jej ręce, tak jak ona zrobiła to z lalkami, ale mu się nie udało. Złamał je więc po prostu, po czym kopnął ją z całej siły w kark.
Stanął nad tą krwawą plamą, dysząc ciężko.
Właściwie to czuł ulgę.
Posprzątał. Jej ciało nie było ani duże, ani trudne do ukrycia. W końcu zacznie śmierdzieć, a wtedy pomyśli, co zrobić. Ale na razie nie, jeszcze nie. Wyrzucił starą, zepsutą lalkę i był wolny.
Zadzwonił do Niny. Powiedział, że porozmawiał z żoną o rozstaniu. Chyba była zdumiona; nie był pewien. Tak czy inaczej, zaprosił ją na kolację.
Zniknięciem Anny nikt nie powinien się interesować. W końcu lalka należy wyłącznie do właściciela.
Pytania? Sugestie? Komentarze do pracy autora?
Zobacz też:
Służyłem w brytyjskiej armii. Dwie misje w Iraku, jedna w Afganistanie. Matka nienawidziła mnie za karierę, którą wybrałem. Jako żołnierz, widziałem w życiu naprawdę wiele. Ubóstwo, głód, śmierć, wojna i destabilizacja potrafiły zrobić z ludzi prawdziwe potwory, wykrzesać w nich pierwotne, dzikie instynkty.

Co ciekawe, pomimo wszystkich okropności, które dane...
Czytaj dalej
Strona Straszne-Historie.pl do poprawnego działania wykorzystuje pliki typu Cookies. Korzystając ze strony wyrażasz na to zgodę.
Jeśli lubisz takie rzeczy jak: horror, creepypasta, książki, filmy, gry komputerowe, opowiadania z gatunku horrory to Straszne-Historie.pl to strona dla Ciebie. Nasze opowiadania potrafią wciągnąć i przestraszyć lepiej niż filmy horror oraz książki grozy.